czwartek, 30 kwietnia 2015

O priorytetach małych i nieco większych


Bo chodzi o to, żeby w życiu najważniejsze było najważniejsze!


PRIORYTET Słowo wywodzi się z łaciny (łac. prior = ‘pierwszy, starszy’). Priorytet znaczy zatem: 1. taki, który ma pierwszeństwo; 2. taki, który jest najważniejszy, główny czy podstawowy.

Czasem wydaje się, że masz je poukładane w głowie - kolorystycznie, od najmniejszego do największego – priorytety. Czasem poniszczone, czasem zeschnięte jak jesienny liść, albo słodkie jak żelki. Istnieją, każdy je ma, czasem mniej lub bardziej świadomie, czasem wybija się je z głowy kijem do baseballa – bo one też ranią. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, że życie jest sprawiedliwe.

Też je miałam piękne, śliczne, nieskurzone, wielkością ułożone. Nie za dużo, bo mogłoby to być podejrzane, tak w sam raz – idealnie. Ze trzy.

Pewnego dnia, było prawie ciepło, na oddziale w hospicjum jest zdecydowanie cieplej, oni nie czują temperatury jak Ty, czy ja – ci chorzy.

Był to mój pierwszy dzień.

Trzymałam się. Byłam z siebie dumna. Daję radę, zostawiłam za sobą wszystko, żeby wejść tam, jako czysta kartka, no może kremowa.

Wiecie jest to cudowne miejsce, ale o tym, kiedy indziej. Bo przecież chodzi o priorytety.

Wtedy tego, prawie, ciepłego dnia potrzebowałam powietrza bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Co było dla mnie wtedy ważne? Żeby wyjść i ODETCHNĄĆ.

Kiedy indziej. Byłam już pozbierana, nieskazitelna. Wzorowa postawa pomocowa. Udało się. Nauczyłam się tam oddychać.

Towarzyszę Komuś w pewnym projekcie – dzieje się on na korytarzu. I raz – a był piękny dzień - przejeżdżała pani na wózku inwalidzkim. Nie mogła inaczej wyrazić swoje uznanie temu, co robimy, więc klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się na tyle ile ciało pozwoliło. Ta Pani na zawsze już zostanie we mnie i pewnie to był ostatni raz jak ją widziałam. Wtedy Ona była moim priorytetem.

W tym miejscu wszyscy palą, bo wiedza, że nie musisz palić, żeby zachorować. Rzuciłam to już półtora roku temu, ale z Kimś wychodzę na zewnątrz dla towarzystwa i wtedy też świeciło słońce (mam czasem wrażenie, że posiadają swoje osobiste). W ogrodzie znajdowały się dwie pary - dwóch chorych mężów i odwiedzające żony.

- Co byś zrobiła na ich miejscu?
- Nic, przyjęłabym to. Mam swoją śmierć przetworzoną.
- Ale nie na miejscu pacjentów, ale tych żon.

Perspektywa się zmienia prawda? I priorytety też.

Do domu wracało mi się inaczej.

Zwal swój murek. On nie istnieje, nie możesz być pewny za swoje reakcje. Jesteśmy za emocjonalni, za egoistyczni, czasem za bardzo kochamy. Ale jesteśmy. To, co dzisiaj określasz, jako swój priorytet, jutro może nim nie być, a nawet za chwilę. Żyj tym, co teraz i uczyń, to najważniejsze. Priorytety „wychodzą w praniu”.

Dziękuję za poświęcony czas, ale nie marnuj go za bardzo, bo jest go zdecydowanie za mało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram

Jestem na instagramie