czwartek, 28 stycznia 2016

Moja Holandia


Aktualnie mieszkam w prowincji Flevoland w środkowej Holandii. Została ona utworzona dość niedawno, bo w 1986 roku na skutek osuszania ziem na poczet nowych terenów.
Trudno czasem mi uwierzyć, że niedawno wszędzie znajdowała się woda, bo prowincja ta niesamowicie szybko się rozwija.
Minus  takiego miejsca zamieszkania, jest taki, że w okolicy nie ma zabytków. Jednak pocieszam się bliską odległością Amsterdamu.




Życie
Holendrzy są strasznie wolnymi ludźmi, nie śpieszą się. Mają pieniądze i czas. Mam nawet wrażenie, że całe życie są na emeryturze. Bardzo często biorą wolne w środku tygodnia, żeby odpocząć.
Święta niedziela!
Jest to dla mnie niesamowity szok, że w tym regionie jest tak, że w niedziele tak naprawdę wszystko jest pozamykane, ludzie siedzą w domach z rodziną, a na zewnątrz można zobaczyć tylko nieliczne przykłady obecności ludzi wyprowadzających psy.

W miejscowości, w której mieszkam ostatnia niedziela miesiąca jest niedzielą handlową, czyli możesz wyjść do centrum od godziny dwunastej do siedemnastej i napić się kawy. Holendrzy bardzo lubią ten czas i ochoczo się spotykają w kawiarniach. Jednak mimo tak ogromnego zróżnicowania kulturowego i religijnego można śmiało powiedzieć, że niedziela jest tutaj świętsza niż w katolickiej Polsce.
Jedzenie
Holendrzy to mistrzowie gotowców. W sklepie możesz kupić już opanierowane, usmażone kotlety z ugotowanymi ziemniakami, a trudno znaleźć świeże warzywa. Jest to straszne zaprzeczenie ich stylu życia, ale jednak stwierdzam, że dla nich wygoda liczy się najbardziej.
Tutaj też wszystko smakuje inaczej – jogurt naturalny tak naprawdę nim nie jest, tak samo twaróg. Trudno mi było przywyknąć do ich specyficznego smaku.


Styl życia
Jak wspomniałam wcześniej, że uwielbiają jeść gotowe i przetworzone produkty, a mimo wszystko kochają się ruszać. Dzięki licznym ścieżką widać co kilkanaście metrów osobę, która biega, siłownie są pełne ludzi, a w wolne dni w publicznych miejscach zielonych jest mnóstwo spacerowiczów.
Architektura
Jest to nowo powstały teren, dlatego nie ma tutaj perełek architektonicznych. Jednak co trzeba im przyznać, jest konsekwencja w budownictwie. W tym regionie dominują domki jednorodzinne, które są pogrupowane na rodzaje i budowane na jednej ulicy takie same. Ma to swoje plusy i minus. Bo pięknie to wygląda, jednak czy chciałabyś mieć taki dom jak stu innych sąsiadów?


Ogródki są małe, mimo tak ogromnych terenów, które zamiast służyć indywidualnym mieszkańcom, są dobrem całości, czyli mniejsze ogródki, ale większe parki, trasy rowerowe i oczywiście Holandia to kraj rolniczy, dlatego wszędzie są pola.
Dominuje tu cegła i wszystko co cegłopodobne. Daje to spójną całość i nie burzy mojego poczucia estetyki.


Jest iście Londyńska. Jest ogromna ulewa, a po dziesięciu minutach wychodzi słońce na chwilę i znów pada. Trudno było mi się do tego przyzwyczaić, bo oznaki nadchodzących opadów są tu bardzo często niewykrywalne.


Rowery
Tego możecie o mnie nie wiedzieć. Nienawidzę jeździć na rowerze. Nie jest to dla mnie, ani przyjemne, ani bezpieczne. Jednak tutaj w Holandii trzeba do tego przywyknąć. Prowincja Flevoland jako, że zbudowana od początku ma niesamowitą sieć dróg rowerowych, którymi dojedziesz wszędzie. I moja osobista bolączka dotycząca bezpiecznego poruszania się na rowerze trochę zmalała i nawet czasem z przyjemnością zasiadam na moją holenderkę, jednakże rower nigdy nie zostanie moim ulubionym środkiem transportu. Z natury jestem piechurem i wyznawcą miejskiej komunikacji.


Ludzie
Holendrzy wydają się być bardzo miłym narodem, w wielu przypadkach spotkałam się z ich strony z ogromna serdecznością i chęcią do pomocy. Jednakże wraz z czasem okazywało się, że miałam ogromne szczęście. Będąc tu dłużej, widzę, jak nietolerancyjne jest to społeczeństwo. Wydaje się to być abstrakcyjne, ponieważ odsetek obcokrajowców jest tu tak wielki, że trudno doszukać się czasem rdzennego Holendra, meczet jest co kilka ulic, a małżeństwa homoseksualne są zalegalizowane tu jako pierwsze w Europie. Jednak mają podejście bardziej, „tak tolerujemy to”, jednak jak zamykają się drzwi ich domów, to cały ten shit wychodzi. Niestety kilka razy spotkałam się z nietolerancją, ponieważ jestem Polką. Nawet poprawność polityczna czasem nie jest dobrym argumentem.
Język
Nienawidzę holenderskiego, jest dziwny, niemelodyjny i twardy jak niemiecki. Przyjechałam tu ze stosem książek do nauki tego języka jednak zaniechałam jak okazało się, że wszyscy tu mówią po angielsku! Alleluja! Może jestem trochę uprzedzona do tej grupy językowej, ale to tylko dlatego, że całym sercem jestem romańska.


Interesujące
Holendrzy nie posiadają zasłon, ani firan w oknach, twierdzą, że nie mają nic do ukrycia i bardziej podejrzany jest ten, co posiada ozdobione okno, niż ten, który ma odsłoniętą sypialnie. Nie przejmują się niczym i nikim. Tak samo dotyczy to wyglądu. Nie ma tutaj myślenia, co inni powiedzą. Tylko bardziej jak Ci się nie podoba, to nie patrz. I tutaj mają u mnie ogromnego plusa.
Anegdota. Na siłowni często przychodzi pan ubrany w dres i lakierki „kościelne”. Za każdym razem gdy go spotykam stwierdzam, że nie istnieje wymówka braku stroju do ćwiczeń.



Ja
W lutym minie pół roku, jak tutaj jestem. Na początku byłam zachwycona wszystkim, bo było inne niż w Polsce, kolorowe. Jednak czułam, że powietrze tutaj jest plastikowe. Dlatego mimo, że dochodzą mnie słuchy co się dzieje w Polsce (nie oglądam i nie czytam wiadomości), to wracam w sierpniu. I ten czas do sierpnia chcę wykorzystać jak najlepiej dla siebie i realizacji tegorocznych celów. Mam tyle pomysłów, że trudno mi jest to zebrać w całość. Oczywiście o wszystkim będę informować.



Zdjęcia zostały wykonane w Kampen, jest to miejscowość już zabytkowa. Niestety jak wspominałam we wcześniejszym wpisie o braku czasu na zdjęcia, chciałam Wam pokazać chociaż obrazy z ostatniej podróży do tego uroczego miasteczka. Zmarzliśmy strasznie, ale warto było. Po za tym przypomniał mi się Cieszyn.



Dziękuję za poświęcony czas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram

Jestem na instagramie